Zawsze myślałam, że to problem zaniedbanych jachtów. Okazało się, że to problem jachtów długo przebywających na południu.
Nasz kłopot z tym robactwem zaczął się na Wyspach Kanaryjskich w 2007roku i zakończył na też na Kanarach, ale w 2008 roku!
Karaluchy albo nabywa się wraz z zakupami albo same włażą na jacht. W 2007 roku na Gran Canarii był prawdziwy "wysyp" cucarach'ów.
Jak już są na jachcie, to początkowo pojawiają się sporadycznie w kambuzie, bakistach z jedzeniem, a na koniec mnożą się na potęgę i właściwie można je znaleźć wszędzie. W ciągu życia samica może złożyć do 70 kokonów. Larwy opuszczają je w optymalnych warunkach(temp.27°- 28°C) – już po 34 dniach.
Próbowaliśmy przeróżnych środków:
-spray'e - w "una secunda" zabijają robaka-ale tylko tego napotkanego, a co z reszą siedzącą w zęzie i rozmnażającą się ?!
-świece "dymne" - niestety nieskuteczne w "południowych" temperaturach... za to pięknie pokrywają wnętrze jachtu "szarą mgiełką" pyłu.
Słowem sami się gazowaliśmy, a robactwo dalej odbierało apetyt.
Najgorzej było "z nimi" na Balearach, po naszym powrocie z Ameryki Południowej - gorąco w jachcie, dużo jedzenia (bo i sporo załogi)-raj dla każdego karalucha-tylko się mnożyć - więc co się dziwić, że się mnożyły jak szalone! Właściwie powrót Bergiem do Polski powstał "dzięki" ich obecności - stwierdziliśmy, że "weźmiemy" je mrozem naszej zimy
Nie ustając w walce znów znaleźliśmy się na Kanarach...
...a tu otrzymaliśmy od naszych znajomych (którzy zresztą wybierając się swoim jachtem na rok na Kanary, nie wierzyli nam, że problem karaluchów jest taki dotkilwy) idelany sposób na zgładzenie robactwa. Przepis jest lokalny, kanaryjski... nazwaliśmy go "brzuszki bambam"-od sposobu w jaki zostało nam przedstawione działanie specyfiku.
Oto recepta: zmieszać należy mleko skondensowane słodkie (Leche condensada) z kwasem bornym dostępnym w aptece (acido borico). Do mieszania trzeba włożyć rękawiczki (ja robiłam bez i mnie lekko uczuliło). Fromujemy kuleczki i rozkładamy w miejscach gdzie karaluchy najczęściej się pojawiają. Kulki najlepiej położyć na kawałku folii lub worka - są tłuste i zostawiają plamy. Rozkładamy i czekamy... Efekt widać już po 7 dniach (też nie wierzyłam)... Karaluchy zjadają ten przysmak ze smakiem,a on powoduje, że "brzuszki im od tego pękają (bam bam)".
Sposób może drastyczny, ale na prawdę karaluchy na jachcie to nic przyjemnego.
Na szczęście ten problem mamy już "z głowy".uff.
P.S. Kuleczki twardnieją i tak, raz na miesiąc trzeba je wymieniać.
Moj kapitan odmowil walki z nimi bo stwierdzil ze to "zyjace istoty, i tak naprawde wcale mu nie przeszkadzaja..." ( kiedys w lazience zyl u nas pajak, zabronil mi go zabic... )
No wiec co jakis czas znajduje sciezki, cale brygady malenkich mrowek ida sobie.... np. do psiej miski...
Lapalam za jakis srodek, spryskiwalam je i po wszystkim.
Ale od kiedy pare z nich zamieszkalo w laptopie mojego meza ( widze co jakis czas jak wychodza spod klawiatury na spacer ) postanowilam ze musze wypowiedziec mrowkom wojne
_________________
Beata s/v Luka
Nie jestem leniwa, mam po prostu wadliwy system dystrybucji energii...
Z mrówkami nie walczyłam, ale zacytuję osobę z innego forum:
"To ja tylko dodam, że kwas borny działa także na inne paskudztwa z większą niż u ludzi ilością nóżek (np. mrówki, takie cholery z wielkimi ślepiami, pluskwiaki, świerszcze i pewnie z milion innych diabłów)."
A co do "zielonych"... przecież ja nie namawiam karalucha do zjedzenia trucizny, sam się decyduje nie mogąc odmówić sobie pyszności Może się jakoś "wybronię"
Wysłany: 2010-02-09, 12:26 Re: Karaluchy na jachcie.
Ania z Berga napisał/a:
Karaluchy na jachcie
Moi znajomi zameldowali w domu jaszczurkę bodajże Gekona, bo w budynku było mnóstwo podobnych stworzeń i skutek był bardzo dobry. Robactwo podobno wyczuwa zapachy jaszczurki i się wyprowadza, lub zostaje zjedzone. Może tylko wynająć na postój w Szczecinie aby nie stresować przyszłych załogantek.
_________________ Pozdrowienia Marian Jasiński - mariaciuncia
Gekon już nam potrzebny nie będzie. Kwas borny rozwiązuje problem karaluchów. Po tygodniu stosowania "kuleczek" wyraźne zmniejszenie populacji, po 2-3 tygodniach całkowita "destrukcja"... i wcale się za nimi nie tęskni
Kwas borowy (chyba wolę tę nazwę) jest także dobrą zasypką do obuwia jak ktos ma kłopoty z zapachem skarpet i/lub grzybicą. Dla mrówek mieszało się kiedyś z cukrem - podobno kwas borowy jest słodki (wolałem nie sprawdzać).
_________________ Wiedza nie jest wypadkową ale sumą doświadczeń.
Pomógł: 4 razy Wiek: 37 Dołączył: 28 Mar 2007 Posty: 317 Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2010-02-11, 09:36
Pietrek napisał/a:
Witaj Aniu, a znasz jakis przepis na mrowki?
U mnie w domu w czsie budowy mrówki polne założyły mrowisko w drewnianym stropie
W castoramie sa dwa rodzaje środków
1. na bazie cukru - kochane mrówki zabierają sobie to do mrowiska i dzielą się z rodziną. Ale chyba niektóre były spoza rodzny bo przeżyły (jakieś 1% ?).
2. trucizna w postaci proszku (a właściwie pylistością barziej przypomina talk lub wręcz puder) - to rozsypuje się też na ścieżkach mrówek. Jeżeli tylko mrówka przez to przejdzie - to ją oblepia i ma leżąc (do góry łapkami) . Ten środek okazał się 100%-owo skuteczny
_________________ Wojtek Bartnicki
________________________________________
Nie wiem co łatwiej zbudować - drewniany dom czy drewnianą łódkę...ale na pewno wiem, co jest przyjemniejsze...hmmmm...
Kwas borowy (lub boraks) w oryginale służył właśnie do zwalczania mrówek faraona.
I okazał się w moim przypadku bardzo skuteczny. Boraks trzeba wymieszać z ugotowanym żółtkiem. Potem w małych ilościach wyłożyć na trasach po których mrówki chodzą (nie wiem jak to na jachcie jest, ja w bloku stosowałem ). Same go znajdują i pracowicie niosą do gniazd, gdzie wytruwają królowe i całą resztę. Po kilku dniach od zastosowania nie było ani jednej mrówki
No to może po żeglarsku je załatwić
W przedwojennym poradniku proponują miseczkę o stromych ściankach napełnić do połowy piwem.
Aby karaluszkom wygodniej było dotrzeć to należy z zewnątrz miseczkę obsypać piaskiem lub trocinami.
Gatunku piwa nie podają.
Pomógł: 37 razy Wiek: 50 Dołączył: 26 Mar 2007 Posty: 1051
Wysłany: 2010-02-15, 08:01
Z całym szacunkiem dla przedwojennych sposobów zwalczania robactwa. Piwo owszem przyciąga je ale nie chodzi o to w walce z karaluchami by utopiły się tylko niektóre osobniki populacji. Musi zginąć cała populacja karaluchów na danym obszarze. Do tego celu stosowane są przeróżne środki chemiczne. Jednym z nich jest żel o nazwie MAXFORCE. Karaluchy nie mogą mu się oprzeć i zajadają go łapczywie. Oczywiście nie wszystkie, ale...
Osobniki, które zakosztowały tego specyfiku wracają do swoich gniazd. Tam zdychają. Karaluchy mają to do siebie, że zjadają wszystko co organiczne. Również własnych, martwych współbratymców. Tym sposobem zatruwają się kolejne i ginie cała populacja tego robactwa. Wypróbowane, sprawdzone.Żadne spryskiwanie czy picie piwka tu nie pomoże. Specyfiku szukać w dobrych zakładach deratyzacji i dezynsekcji lub na rynku amerykańskim.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum